Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?

okładka audiobooka Blade Runner Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?gwiazdki: * * * * *

autor: Philip K. Dick
czytają: Robert Więckiewicz, Andrzej Chyra, Anna Dereszowska, Łukasz Simlat, Katarzyna Warnke, Magda Popławska i inni;
wydawnictwo: Rebis (2012)

Ludzkość przeszła już przez wiek pary, erę atomową i postindustrialną. Przeminęła już moda na miniaturyzację, multimedialność i ekologię. Teraz mamy sezon 3D. Wszystko musi być trzy de. Filmy w kinach dzięki temu są droższe, telewizory z tą funkcją są droższe, a drukarki… Chociaż tu akurat marudzić nie mogę, drukowanie przestrzenne jest niesamowite! W zasadzie jeśli dobrze poszukać, dzisiaj w każdej dziedzinie znajdziemy trzeci wymiar. Dlaczego by nie w audiobookach?

„Blade runner” wydawnictwa Rebis, przeciera nowe szlaki na polskim rynku. Sposobem nagrywania dźwięku (Tak, tak w 3D!), ale również sposobem promocji. Zacznę od tego drugiego: Oczywiście wcześniej czy później, historia polowania na androidy trafiłaby do moich uszu. W końcu to absolutna klasyka gatunku. A ja już dawno za punkt honoru postawiłem sobie, usłyszeć wszystko co dobre z szeroko pojętej fantastyki. Jednak gdyby nie świetnie przygotowana witryna reklamująca tą audioksiążkę, zapewne odłożyłbym zdobycie jej na później. Autorzy jednak nie lenili się. Możemy więc poznać proces nagrywania, posłuchać skomponowanej muzyki, czy zabrać się na przejażdżkę z reżyserem samochodem przyszłości. Mam nadzieję, że takie działania zaczną być, już w niedługim czasie, powszechnie stosowane. Również przez innych wydawców. To naprawdę działa lepiej, niż fragment książki udostępniony do darmowego odsłuchania. Wróćmy jednak do wspomnianego 3D. Nagrywanie binauralne – bo tak się to mądrze nazywa, to nic innego jak wykorzystanie naszej umiejętności lokalizacji źródła dźwięku, za pomocą analizy minimalnych różnic, dochodzących do naszych uszu. To oczywiście duże uproszczenie. Ale znając ten fakt i stosując nowoczesną aparaturę nagraniową, oraz cyfrową obróbkę sygnału, można symulować przestrzeń wokół słuchacza. Jak zmienia to odbiór audioksiążki przez słuchacza?

Zmienia zasadniczo. Takie podejście twórców do zagadnienia ma swoje zalety jak i wady. To, które z nich przeważą, zależy od sposobu spędzania czasu z audiobookiem. Pierwszy warunek powodzenia, to użycie słuchawek. Bez tego efekt przestrzenny jest właściwie niezauważalny. Dodatkowo, możemy mieć problem w wychwyceniu niektórych dialogów i odgłosów. To dlatego, że wydarzenia, które dzieją się „dalej” od obserwatora (słuchacza) – nagrane są ciszej. W słuchawkach wychwycimy je bez problemu. Na głośnikach, w jadącym samochodzie, może pojawić się z tym problem. Właściwie każde odgłosy tła utrudniają odbiór treści. Dlatego ważne jest odcięcie się od świata zewnętrznego, albo zapewnienie sobie spokojnego miejsca. Dlatego mnie najlepiej słuchało się „Blade runera” na słuchawkach kanałowych. Wtedy rzeczywiście, wrażenie przebywania w wykreowanym przez autorów świecie było najpełniejsze.

Warto zapewnić sobie maksimum komfortu w czasie odbioru tego dzieła. Zespół aktorski, który udało się zabrać jest znakomity. To najwyższa półka – wszystkie głosy trafione w punkt. Zagrane ale nie przeinterpretowane. Na uwagę zasługuje również muzyka, która towarzyszy, właściwe nieustannie, bohaterom powieści. Odpowiada za nią Wojtek Mazolewski wraz z zespołem Pink Freud. Stylizowane na kino sf lat siedemdziesiątych dźwięki – dopełniają całości.

Sądziłem, że w tym roku nie czeka mnie już w świecie audiobooków nic ekscytującego. Liczyłem oczywiście jeszcze na kilka wartościowych odkryć. Ale właściwie zamykałem już rok, układając podsumowanie w głowie. A tu taka niespodzianka! Niezwykły prezent na imieniny Mikołaja.


audiobooki Philipa K. Dicka:

„Człowiek z Wysokiego Zamku”
„Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?”
„Ubik”

Blade runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” skomentowano 18 razy:

  1. A czy masz jakieś dobre audiobooki do słuchania w samochodzie, w czasie dłuższej podróży? Chodzi mi o takie tytuły, które sprawdzają się w towarzystwie. Zauważyłem, że nie każda książka nadaje się dla, powiedzmy dwóch osób, przez kilka godzin, w jednym samochodzie.
    Z żoną, świetnie się kiedyś bawiliśmy przy „Dzieciach z Bullerbyn” – uśmialiśmy się jak nutrie. Ale nie zawsze tak wychodzi.

  2. Hm, nigdy nie miałam takiej sytuacji, że słucham z kimś jeszcze. Do pracy (a słucham w drodze do i z pracy) jeżdżę sama, jak ktoś wsiada, książkę wyłączam, wolę porozmawiać.

  3. Ja nie uznaję czegoś takiego jak głośniki – chyba że na imprezie – więc dla mnie żaden problem. Jestem półaudiofilem – po prostu na słuchawkach zawsze jakość jest lepsza (pół, bo nie przeginam kupując sprzęt za miliony dolarów). A słucham wszędzie – myjąc naczynia, idąc na spacer, biegając, idąc na zakupy, czasem przed snem, czasem nawet odkurzając. Komóra mp3, słuchawki i jedziemy! (tylko nie douszne – niezdrowe, niewygodne, i ogólnie słabsze)

  4. Jak powszechnie wiadomo, mnie słoń na ucho nadepnął. Jak mawiała moja babcia, mam pierwszy stopień muzykalności. Wiem kiedy ktoś gra!

    Ale z tymi słuchawkami dousznymi się nie zgodzę. Nad kwestią jakości dźwięku nie dyskutuję. Chociaż wiem, że muzycy używają z powodzeniem tych droższych modeli. Więc pewnie nie są takie najgorsze. Dla mnie słuchawki kanałowe mają jedną olbrzymią przewagę – najlepiej odcinają tło, bez potrzeby zwiększania siły głosu. Dla mnie to zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż podkręcanie głosu na pełną parę.

  5. hmm… jakoś nie zauważyłem, żebym mniej tło słyszał w takich słuchawkach. Ale też nie jestem doświadczonym użytkownikiem, bo mi się nigdy nie podobały, niewygodne strasznie dla mnie, może kształt ucha, nie wiem… Z tego co wiem, to jednak bliskość do membrany jest bardziej niebezpieczna niż trochę większa głośność. Tu zresztą nie chodzi tylko o przebicie się względem tła, ale o usłyszenie całego spektrum pasma przenoszenia. A małe membrany mają z tym spektrum większe problemy, szczególnie jeśli chodzi o podniesienie poziomu basów bez podciągania środka i góry. Ogólnie: każdy lubi to co lubi 😉

  6. Te dobre douszne, mają kilka rodzajów wkładek, więc jesteś w stanie dopasować je do swojej budowy. Wtedy działają podobnie jak stopery, znacznie odcinają hałas ulicy na przykład. Ja mam bardzo wrażliwy słuch, na wszystkie głośne dźwięki. To chyba przez to, że od małego – gdy dostałem pierwszy walkman – słucham dość cicho. Widocznie nie udało mi się zdewastować słuchu.
    Teraz prowadzę wojnę z żoną o wyjący telewizor, albo radio. Jej nie przeszkadza, a mnie sprawia wręcz fizyczny ból.

    W moim przypadku spektrum przenoszenia nie ma tak dużego znaczenia. Słucham tylko audiobooków, więc bez przesady. Liczy się przede wszystkim odcięcie od tła. Dbam też o higienę a przede wszystkim słucham tuż powyżej granicy rozumienia. O słuch jestem spokojny.

  7. gdybym miał pieniądze to pewnie bym przetestował, choć widzisz, że na przykład dla mnie pasmo jest bardzo ważne (słucham dużo muzyki, a w przypadku produkcji słuchowiskowych lubię smakować każdy detal obróbki dźwięku… nawiasem mówiąc, jestem w stanie rozpoznać dźwięki powszechnie (niestety) samplowane i wybuchłem niejednokrotnie śmiechem, gdy w Narrenturmie odnajdywałem krzyki i trzaski słyszane już przeze mnie wielokrotnie… w grach komputerowych :P). Jak na razie w tolerowanym przeze mnie przedziale cenowym wygrywają nauszne, ale nie wątpie, że mógłbym się pozytywnie zaskoczyć, gdybym gotów był wyłożyć więcej gotówki. Efekt stopera szczególnie intrygujący.

  8. Jeśli cię to interesuje, to na hali produkcyjnej zakładam czasem dodatkowo słuchawki ochronne. W pracy mam takie, które można używać na lotniskowcu. Gdy używasz ich w cichym pomieszczeniu – słyszysz jak chrząstki w stawach kolanowych trą o siebie!
    Doznanie bezcenne, acz nieprzyjemne.

  9. haha… właśnie przeczytałem mój komentarz powyżej i widzę, że komentując Lux Aeterna się powtórzyłem, bo jak widzę już przy poprzednich tomach narzekałem na ponowne używanie tych samych dźwięków 😀

    A tak poza tym to chciałem napisać, że czekam na Twoją opinię na temat Niezwyciężonego Lema. Jestem w połowie i muszę stwierdzić, że obróbką dźwiękową chyba przebija Blade Runnera, albo po prostu jest ona bardziej zauważalna i klimatyczna, bo Niezwyciężony to przerażający do szpiku kości thriller i tak jak w każdym thrillerze czy horrorze, szumy, trzaski, wstrząsy, szepty – to są jedne z najskuteczniejszych (dla mnie) narzędzi tworzenia atmosfery niebezpieczeństwa, tajemnicy, nieznanego. Idealnie: słuchaweczki na uszy przed snem i czekamy na koszmary! Mam wrażenie że audiobook to idealna ku temu forma, bardziej niż film, bo dosłowność wizualnego obrazu czasem psuje nastrój. Dlatego też pewnie tak sławię prolog Gry o Tron. A pierwszy rozdział Niezwyciężonego szczególnie ciekawie wyszedł, bowiem sam narrator skupia się na opisie budzącego się z hibernacji statku, opisując po kolei wyłaniające się z ciszy dźwięki. I nie rzuca się w „uszy” żadna powtarzalność tychże. Przypomina ten rozdział również scenę otwierającą Obcego (a budowanie napięcia jest tu podobne, czyżby Ridley Scott inspirował się Lemem?).

    A zresztą co się dziwić, gdy za udźwiękowienie odpowiadali goście ze Ścianki! Podoba mi się że Audioteka współpracuje z ambitną polską alternatywą: przy Blade Runnerze Pink Freud, przy Świętym Chaosie Mela Koteluk, przy Niezwyciężonym Ścianka…

  10. O, bym zapomniał: wybór narratora, znana z Discovery i Animal Planet Krystyna Czubówna. Można by pomyśleć że kiepski, wszak to nie aktorka, lecz lektorka, ale tutaj pasował po prostu idealnie, są pewne przecież punkty wspólne między prozatorską relacją z eksploracji obcej planety a chłodnym filmem dokumentalnym z Discovery. Trochę właściwie lepiej to brzmiało niż Robert Więckiewicz w Blade Runnerze.

  11. Wielkie dzięki za przypomnienie tego audiobooka („Niezwyciężony”). Udało mi się zdobyć go po sylwestrze i przedwczoraj skończyłem słuchać. Niedługo oczywiście wysmaruję całe sprawozdanie. Na dziś tylko tyle, aby zaostrzyć apetyt: Zdanie mam podzielone.
    Ale pani Czubówna rzeczywiście – wspaniała. Wkrótce wpis.

  12. podzielam opinię Agnes – do samochodu się nie nadaje. 95% moich audiobooków wysłuchałem w aucie i Blade runner zdecydowanie traci. W sumie to nie audiobook traci, a słuchacz.
    Dźwięki tła, jak pisał Głos w powyższej recenzji, faktycznie zagłuszają słowa bohaterów w niektórych momentach. Specem od dźwięku nie jestem i zważywszy na wywiązaną powyżej polemikę nic mądrego nie dodam. Mogę tylko powiedzieć, że jako zwykłemu słuchaczowi a aucie ten audiobook nie przyniósł radości słuchania.

    No i akcja taka bez wyrazu, bez polotu – przewidywalna, bez zaskoczeń, zwrotów akcji, jakby sam pomysł na fabułę miał być siłą przebicia tej książki.

    Nie ujął mnie ani motyw przewodni ze zwierzętami, ani szokująca niemożność odróżnienia człowieka od robota. zdecydowanie 5 gwiazdek Głosa to ukłon dla słuchawcowców, nie dla kierowców 😉
    Jak dla mnie 5/10.

    Pozdrawiam mimo to,

  13. Przyznam, że kiedy pierwszy raz czytałem tę książkę, też nie wiedziałem o co to całe hallo. Gorzej, film z Harrisonem Fordem też mnie na kolana nie rzucił. A przecież to klasyk nad klasykami sf.
    Więcej, za drugim podejściem – kilka lat temu – znów książka nie zrobiła na mnie wrażenia. A ostatnio, na słuchawkach – zaskoczyło.
    Czasem tak jest. Dobrze gdy zdarzy się tak, że tytuł wraca i w końcu się uda. A jeśli nie, też przecież tragedii nie ma. Tyle na świecie książek wydano…

  14. A wiesz, że filmu nie widziałem. To ciekawe, Nawet książki nie czytałem. Audiobook to moje pierwsze zetknięcie się z tym dziełem. Może faktycznie, kiedyś zaskoczy.

    :)

    a-mol.

Dodaj komentarz