Jednym strzałem

okładka audiobooka Jednym strzałemgwiazdki: * *

autor: Lee Child
czyta: Wiktor Zborowski
wydawnictwo: Albatros (2013)

Istnieje na rynku taki przedziwne coś zwane powszechnie jajkiem-niespodzianką. Z pozoru niegroźne, przyjaźnie kolorowe, obłe, wręcz sympatyczne – stanowi w rzeczywistości rekwizyt jednej z najbardziej wyrafinowanych tortur. Przedmiot jest legalnie dostępny w naszym kraju* dla wszystkich rodziców, babć, dziadków, cioć, wujków i co tam jeszcze nieszczęsnemu szkrabowi przyszło, w rodzinie i poza nią, posiadać. Jak to działa? Kupujemy dziecku rzeczone jajo i wręczamy. Warto wybrać dogodny moment. Najlepiej jeden z tych krytycznych dni w roku. Mogą to być urodziny małego człowieka, albo Mikołajki, albo Dzień Dziecka. Najdogodniejsze jest jednak, niedoceniane przez początkujących entuzjastów sadyzmu, wakacyjne deszczowe popołudnie. Takie kiedy – zamiast kopać dołki w piasku, ganiać między drzewami, albo taplać się w wodzie – dzieci mają grzecznie siedzieć pod dachem. Rodzice liczą dni zmarnowanego urlopu, a lincz wisi w powietrzu. Właśnie wtedy na scenę wkracza jajo.

Widzieliście kiedyś minę dziecka, kiedy umazane czekoladą otwiera plastikowy pojemniczek? Ze środka – zamiast „ręcznie malowanej figurki” widzianej na reklamie – wypadają dwa plastikowe elementy, które po złączeniu przypominają średnio udanego tukana. Poza wspomnianym złożeniem w całość, jego współczynnik atrakcyjności dla dalszej zabawy oscyluje w okolicach minus jeden. Jeśli widzieliście kiedyś tą mieszaninę rozczarowania, zawodu, rozgoryczenia i bezsilności na młodej buzi. Wiecie jak wyglądała moja. No może bez tej czekoladowej obwódki i młodzieńczości. Reszta była identyczna. „Jednym strzałem” Lee Childa miał być takim ręcznie malowanym audiobookiem. Niestety ktoś mnie tu zrobił w rzeczone jajo.

Tak się zachwycałem poprzednio słuchaną książką Lee. Naprawdę mnie wciągnęła. Miałem nadzieję, że oto znalazłem autora specjalizującego się w sensacji, który trafił w mój gust, produkuje sporo książek i zapewni mi przyjemną, niezobowiązującą rozrywkę. Spotkało mnie rozczarowanie. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to może nie z powodu innego lektora. Fakt, Wiktor Zborowski ma kompletnie inny styl niż Jan Peszek. Ale absolutnie nie jest to styl gorszy. Owszem inne tempo, podkreślone inne akcenty, przez co główny bohater zdaje się nieco innym człowiekiem. Oto jest urok interpretacji. Problem tkwi w fabule – naciąganej, słabej i nijakiej. Rojącej się od absurdów. Jak na przykład ten z użyciem oderwanego od damskiego buta obcasa, użytego jako strzałka(!) przeciwko napastnikowi. Albo zupełnie nieprawdopodobny wątek właściciela strzelnicy, byłego żołnierza, który po jednodniowej znajomości stawia się na telefoniczne wezwanie. Uzbrojony, gotów wziąć udział w mordowaniu bandytów. A po masakrze i przybyciu policji oraz prokuratorów na miejsce jatki, główny sprawca – bohater powieści odchodzi w stronę wschodzącego słońca. Nikogo nie niepokojony…

Nie trafiłem tym razem zupełnie.

______
* – O dziwo jajka niespodzianki są zabronione w USA. Przekraczając granicę z jajkiem, można mieć duże nieprzyjemności. Szczera prawda.


audiobooki Lee Childa:

„Jednym strzałem”
„Jutro możesz zniknąć”

Jednym strzałem” skomentowano 7 razy:

  1. Może problemem jest film, w którym maluśki aktor zagrał zagrał ogromnego bohatera z książki. Potem jak się czyta sceny walki to przed oczami ma się karakana zamiast olbrzymiego Jacka Reachera z książki.

  2. Rozczarowanie książką czy audiobookiem zdarzają się często. Nie ma dramatu, gdy wypożyczamy je z biblioteki, gorzej z tym kupionym nie tanio audiobookiem. Chcę zapytać gdzie zaopatruje się Pan w audiobooki, żeby było najtaniej. Piszę tak, bo wydaje mi się ,że są drogie i nie zawsze można sobie pozwolić na te, które tak pięknie zachęcają do zakupu :) sarna

  3. Prawda, że czasami nóż się otwiera, gdy się kupiło drogiego i beznadziejnego audiobooka.
    Najtaniej audiobooki wychodzą w serwisach streamingowych. Płaci się np. abonament na miesiąc w spotify i ma dostęp do prawie 300 audiobooków. Wtedy nawet jak któryś okaże się słaby to bez dodatkowych kosztów można wybrać innego.
    http://ksiazki.audio/281-spotify

  4. Gdzie się zaopatruję?

    Wygląda na to, że wszędzie. W moim przypadku podstawą jest świetna biblioteka. Mam to szczęście, że bez problemu znajduję w niej nowości. Choć czasem muszę uzbroić się w cierpliwość. Jest wielu szybszych ode mnie amatorów dobrej literatury 😉 . W każdym razie katalog jest stale uzupełniany i nigdy jeszcze nie zbliżyłem się nawet do sytuacji, w której nie miałbym czego ze sobą zabrać do domu.

    Inne źródło to prezenty. Trudno jest takiemu staremu koniowi kupić prezent. A audiobook nadaje się do tego celu świetnie. Po jakimś czasie wszyscy wokół dowiedzieli się, że słucham książek. To o niebo lepsze niż kwiaty, a dużo zdrowsze niż alkohol 😀

    Jeśli żadne z powyższych nie zadziałało, a ja muszę dostać w swoje ręce konkretny tytuł – grzecznie maszeruję do sklepu. Czyli najczęściej siadam do komputera. Staram się wybierać strony samych producentów. Nie widzę potrzeby oddawania pieniędzy pośrednikom.

    Dla przyzwoitości dodam, że zdarzyło się parę razy, że dostałem audiobook od wydawnictwa. Takie propozycje padają na szczęście rzadko. Najczęściej odmawiam, proponowane tytuły nie leżą w kręgu moich zainteresowań. Przyjmowanie książek do recenzji wiąże się ze stresem. Dobry obyczaj nakazuje zamieścić swoje wrażenia na blogu w przyzwoitym terminie. A czasami człowiek ma ochotę na coś zupełnie innego niż słuchanie.

    Osobna kwestia to pytanie: Czy audiobooki są drogie?
    Zależy jak na to spojrzeć. Jeśli traktujemy taki wydatek jako zbędną do życia zachciankę – to oczywiście, jest to droga zabawa.
    Ja jednak wolę porównać audiobook z innymi przyjemnościami. Jedna książka mówiona to najczęściej kilka, częściej kilkanaście godzin słuchania. W porównaniu z biletem do kina, piwem w pubie, czy dajmy na to wizytą w kręgielni – słuchanie literatury to nie jest duży wydatek.
    Weźmy, z pozoru, niezwykle drogi „Narrenturm” Sapkowskiego. Producent sprzedaje go dzisiaj za 55 zł. Czas nagrania to niemalże doba – 24 godziny, bez 10 minut. Prosty rachunek wykaże, że godzina spędzona z tym nagraniem kosztuje nas w zaokrągleniu 2 zł 31 gr (!).
    Czy to jest dużo?

    PS Gdy miałem swego czasu dostęp do streamingu muzyki, korzystałem również z umieszczonych tam książek. Warto spróbować.

  5. zatem po niewypale, pora na coś dobrego i naszego, swojskiego. Zapraszam do cyklu pana Severskiego. „Nielegalni” i tak dalej…

Dodaj komentarz