Podsumowanie roku 2015

Podsumowanie 2015

Mogę powiedzieć, że w roku 2015 wydarzyło się wszystko. Gdyby użyć popularnego odniesienia do sportowego wydarzenia, dajmy na to maratonu, wyglądało by to mniej więcej tak: Miałem wspaniały start. Nadzieję na rekord życiowy koło półmetka. Na 25. kilometrze zszedłem z trasy. Na metę wyskoczyłem koślawym telemarkiem, prosto z tramwaju, którym podwiozłem się na to wydarzenie. Przed chwilą, kasując bilet, zastanawiałem się nad zakończeniem przygody z bieganiem.
Ale zacznijmy od początku.

Papierofon

Tuż po nowym roku, po raz kolejny przeżywałem zniechęcenie do radia. Tak to już u mnie jest. Przychodzi taka chwila, kiedy dopada mnie głód słuchania ludzi mówiących o świecie, ładowania głowy wydarzeniami, informacjami, doniesieniami z rynków, analizami; Po jakimś czasie następuje przesilenie i radio idzie na bok. Wtedy w całości poświęcam się książkom mówionym. Styczeń i luty – to był właśnie taki czas. Przyniósł warte zapamiętania dwa Wiedźminy: „Krew elfów”„Sezon burz”. Ale to było tylko preludium do fantastycznego spotkania z twórcami tych nagrań. Zostałem zaproszony, przez szefa Fonopolis – pana Błażeja Kuklę, na nagranie kolejnej części Wiedźmina. To było fenomenalne doświadczenie. Gdyby ktoś powiedział mi kilka lat temu, że takie rzeczy mogą się wydarzyć – cóż, pokiwałbym głową z uśmiechem, nie chcąc denerwować szaleńca. Wyglada na to, że wariatów warto czasem posłuchać…

Trochę mnie później poniosło i na fali entuzjazmu do nowych doznań, założyłem konto na Facebooku. To z kolei okazało się zupełnym niewypałem :). Sam nigdy nie miałem nic wspólnego z serwisami społecznościowymi. Myśl o kontakcie z ludźmi, z którymi musiałem chodzić do szkoły, odstraszyła mnie skutecznie od raczkującej wtedy Naszej Klasy. Tak zostało mi do dzisiaj. Jednak wszystkie blogi mają konto, więc może jednak warto się zaprzyjaźnić z fb?
Niestety, pomysł nie wypalił. Nie miałem do tego serca. Wchodzić codziennie, pisać bzdety i oglądać ten niebieski koszmarek – organicznie nie znoszę wyglądu platformy Facebooka. Koniec i kropka.
Za to polubiłem Instagrama. Tak zupełnie sam dla siebie. Jest estetyczny i sprawia mi przyjemność. Nawiązując znów do sportu. W spotkaniu Głos Papierofonu kontra media społecznościowe – utrzymuje się wynik 1:1 ;).

Na wiosnę szczęście mi dopisało. Trzy wspaniałe nagrania, wszystko klasyka literatury: „Dracula”, „Grona gniewu”„Zabić drozda”. Nabrałem wiatru w żagle i z podniesionym czołem patrzyłem w przyszłość. Tym bardziej, że w pracy szykowała się mała rewolucja i zmiana stanowiska. Sprawy nie mogły się zacząć lepiej układać…
Nadeszło lato. Naturalną koleją rzeczy, słuchawki zawisły na kołku – długie, słoneczne dni sprzyjają rowerowi, bieganiu i spędzaniu czasu na świeżym powietrzu. Zwiedziliśmy z żoną Rumuńskie Karpaty i brzeg Morza Czarnego. A po powrocie przywitałem się z nowym miejscem pracy – nowe obowiązki i nowe otoczenie. Zwłaszcza ludzie. Krótko mówiąc – pojawili się. Dotąd siedziałem sobie w swoim grajdołku ze słuchawkami na uszach, rzadko niepokojony przez innych. Mogłem słuchać nagranych książek do woli. Teraz musiałem o tym zapomnieć. Raz, że nowej wiedzy i umiejętności do przyswojenia ogrom. Dwa, komunikować się trzeba na bieżąco i ni jak w słuchawkach na uszach się nie da. Pomijam to, że z grzeczności nawet nie wypada…
W ten sposób audiobooki zniknęły z mojego życia na pół roku. Próbowałem co prawda wygospodarować czas na słuchanie w innych porach dnia. Nic z tego nie wychodziło.

Co dalej?

Tak powoli dorastała we mnie myśl o zakończeniu przygody z Papierofonem. Pod koniec roku miałem już gotowy pożegnalny tekst, który tylko czekał na ostatnie poprawki i publikację. Do tego jednak nie doszło – wszystkiemu przeszkodziła pogoda. Początek grudnia termometry przywitały na plusie, a ja w dalszym ciągu do pracy zasuwałem na rowerze, ciesząc się dobrą formą i oszczędnościami na paliwie. Zima ocknęła się w końcu. Sypnął śnieg, a temperatura spadła poniżej zera. Rower został w domu, samochód odmówił współpracy, a ja ponownie odkryłem uroki jazdy komunikacją miejską z…
… z audiobookiem na uszach!
Nie byłoby w tym nic wielkiego, w końcu zima w naszym kraju trwa najwyżej dwa tygodnie. Zaraz najpewniej przyjdzie przedwcześnie wiosna, rower wróci do służby i o słuchaniu znowu będę mógł zapomnieć, ale…
Ale za kilka miesięcy nasza firma zmienia adres. Przenosimy się na drugi koniec miasta. A tam już nie dam rady dostać się codziennie na dwóch kółkach. Samochodem średnio mi się kalkuluje. Jest więc spora szansa na stały powrót do autobusów i audiobooków jednocześnie.
Decyzję o zamknięciu Papierofonu niniejszym zawieszam.

Życzenia na nowy rok

Jest już co prawda końcówka stycznia, ale co mi tam.
Życzę sobie i wszystkim, którzy tu zaglądają ciekawego roku. Pełnego nowych, fascynujących ludzi, wydarzeń i miejsc. Życia w zgodzie z samym sobą i bez robienia szkody innym.
Może jeszcze, żebym miał o czym napisać tutaj za rok.

Dobrego roku 2016 moi mili!


Trochę czasu na słuchaniu już zeszło.

Podsumowania z innych lat:
– rok 2011
– rok 2012
– rok 2013
– rok 2014
– rok 2015

Podsumowanie roku 2015” skomentowano 4 razy:

  1. hmmm. Nie poddawaj się. Czasem jest gorzej, czasem lepiej. Ja miałem ostatnio dwa lata ciężkiego walczenia o przetrwanie pasji audiobookowej. Zaliczyłem nie tylko zmianę pracy, ale i zmianę kraju.
    :(

    Obecnie audiobooki przeżuwam ok 30-40 minut dziennie. Gdzie te czasy, że typową książkę połykałem w dwa dni…..

    No nic właśnie skończyłem po miesiącu 30godzinny Legion nowej gwiazdy powieści historycznych, pani Eli Cherezińskiej i powiem ci szczerze, że takie słuchanie po kawałeczku ma swoje zalety. Dłużej cieszysz się i przeżywasz świat ze słuchawek. Masz czas na pogłębienie tego świata przez guglanie na temat autorki czy opowiadanej historii.
    Zatem potraktuj ten trudny czas jako zaletę. …i ponawiam apel. Nie poddawaj się. Głosie. liczę na twój głos!!!!!

    pozdrawiam.

    a-mol

  2. Czołem Molu!

    Ja googlam na okrągło. Ciągle coś sprawdzam, słowa, miejsca, rys historyczny. Trudno mi dziś sobie wyobrazić, jak słuchałem/czytałem wcześniej.
    Od razu przypomina mi się to narzekanie, kiedy pojawiła się Wikipedia – że to już koniec poszukiwania wiedzy. Tylko informacje, z mozołem wyszperane w opasłych tomach, zapamiętam na całe życie. A te z „internetów” to ulecą z głowy tak samo szybko, jak szybko je znalazłem.

    Guzik prawda.

    Większości informacji, których teraz szukam, nie ma w normalnie dostępnych źródłach. Często znajduję je na blogach pasjonatów. Albo jako strzępki cytatów. Ciekawe jak natrafiłbym na nie przeszukując szufladki z fiszkami w bibliotece? 😀

    Prawda, że takie słuchanie na raty, to zupełnie nowe podejście. Ale biorę wszystko z dobrodziejstwem inwentarza. Zresztą przestałem się przejmować. Jak nie słucham przez miesiąc to trudno. Audiobooki poczekają. A jak mi się taki dzień, że mam słuchawki na uszach pół dnia – też świetnie!

    Trzymam kciuki za powrót do macierzy Molu!

    Głos.

Dodaj komentarz