Służące

okładka audiobooka Służącegwiazdki: * * * *

autorka: Kathryn Stockett
czytają: Anna Seniuk, Anna Guzik oraz Karolina Gruszka
wydawnictwo: Media Rodzina (2010)

Stałem sobie w bibliotece, kompletnie bez pomysłu na to co zabrać ze sobą. A wpadłem nieprzygotowany, bez listy, bez rozeznania w nowościach – dawno nie zaglądałem do internetu w tej sprawie. Musiałem liczyć na łut szczęścia. Szperałem wśród półek, wodząc palcem po okładkach. A tu w kąciku stały sobie, jak gdyby nigdy nic, „Służące”. Coś, na co polowałem lata temu i nigdy nie udało mi się trafić na wolny egzemplarz. Na szczęście, tym razem, los się do mnie uśmiechnął i w tym jednym dniu nikt się na płytkę nie połasił. A sporemu zainteresowaniu „Służącymi” się nie dziwię. Raz,że wydawca zaprosił do współpracy fantastyczne aktorki. Dwa, że niezwykle udany film nakręcony na podstawie książki świetnie ten tytuł wypromował.

Tak na marginesie, gorsze od szperania w audiobookach, jest tylko przeglądanie płyt winylowych. Te cieniutkie grzbiety i literki wielkości łebka od szpilki! Pamiętam ten specyficzny odgłos roznoszący się w sklepach muzycznych: klap, klap, klap; Setki płyt przerzucanych przez klientów… Kiedy to było?

Książka Kathryn Stockett to pierwszoosobowa relacja trzech kobiet: Dwóch doświadczonych życiem, wychowujących dzieci, pracujących jako służba domowa dla klasy średniej. Oraz, stającej na progu dorosłego życia, córki plantatora bawełny. Ich wzajemnie przeplatająca się relacja, składa się na pełny obraz wydarzeń dziejących się w mieście na południu Stanów Zjednoczonych. Wydawało mi się, na początku, że powieść koncentruje się głównie na problemie segregacji rasowej (zaskakująco aktualne, gdy spojrzy się na ostatnie Oscary). Ale teraz mam wrażenie, że dużo ważniejszą kwestią – poruszaną przez autorkę – jest sytuacja kobiet w społeczeństwie lat sześćdziesiątych. Uzależnionych od mężczyzn, tkwiących w przypisanych im rolach i tępionych za próby zmienienia swojej sytuacji. Niezależnie od tego czy pochodzą z biednej rodziny, czy miały szczęście urodzić się w bogatym domu. Najsmutniejsze jest to, że to kobiety same dla siebie potrafiły być najsurowszymi dozorcami.

Zamurowało mnie, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że działo się to w tym samym czasie gdy Beatlesi byli już międzynarodowymi gwiazdami, a Bob Dylan zaczynał zdobywać popularność.
Tak właśnie jesteśmy uczeni historii – wyspowo. Jakieś miejsce, jakiś czas, trochę dat, przywódca, przy dobrym wietrze kontekst kulturowy, skąd to się wzięło, na co wpłynęło. Ale brak nam powiązań z historią dziejącą się równolegle: w innych krajach, kulturach, na innych kontynentach. Mamy XXI wiek, internet, hipertekst i dostęp do nieograniczonej ilości źródeł. A wciąż patrzymy na świat jakby Gutenberg dopiero wynalazł ruchomą czcionkę – liniowo. Kathryn Stockett w „Służących” tworzy takie nowe połączenie pomiędzy różnymi światami. Kiedy nastolatki po dwóch stronach Atlantyku śpiewały „Yesterday”, w Missisipi instalowano osobne sanitariaty dla czarnoskórych służących.

Kiedy brałem do ręki ten audiobook, wyobrażałem sobie nagranie jako tekst rozpisany na linie dialogowe i podzielony między trzy lektorki. Pewnie, gdybym chwilę pomyślał, sam wpadłbym na to, że nie miałoby to większego sensu. Opowieść każdej z bohaterek czyta inna aktorka. Przeplatają się ze sobą, dzięki czemu śledzimy akcję z różnej perspektywy. Daje to ciekawy efekt – różne tempo czytania, ładunek emocjonalny, inny sposób interpretacji. Kobiety z kart powieści stają się żywymi, reagującymi na siebie postaciami. Łatwiej się z nimi utożsamić i zanurzyć w ich historię.
Anna Seniuk, Anna Guzik i Karolina Gruszka – przy okazji takiego spotkania, trudno uciec od porównań. Wszystkie trzy panie są znakomite i swoimi umiejętnościami świetnie się uzupełniają. Jeśli miałbym przyznać palmę pierwszeństwa, wręczyłbym ją bez zastanowienia Annie Seniuk. Za umiar, spokój i przestrzeń.

Jest tylko jeden zgrzyt w „Służących”. A właściwie zgrzyty. Realizator nagrania poważnie pokpił sprawę, droga Media Rodzino. Kilka razy, w partiach nagrywanych przez Karolinę Gruszkę, słychać w tle skrzypienie – obstawiałbym krzesło. Takie rzeczy powinno się wyłapywać. Szelest przekładanych kartek jest do przyjęcia – brzmi naturalnie. Ja na przykład bardzo go lubię. Ale leciwe krzesło nie powinno stać się aktorem drugiego planu.
Czytaj dalej