Wiatr

okładka audiobooka Wiatrgwiazdki: * *

autor: Marcin Ciszewski
czyta: Krzysztof Banaszyk
wydawnictwo: Znak

Oj? Coś tu się wydarzyło niedobrego. A nie tak to sobie wyobrażałem. Kiedy cztery lata temu przesłuchałem „Mróz”, pomyślałem sobie. – Oto mamy w Polsce fajnego pisarza literatury sensacyjnej. – Wszystko w tamtym audiobooku do siebie pasowało: pomysł, okoliczności przyrody, charaktery postaci, wartka akcja; Wprost wymarzona lektura na plażowy ręcznik, czy do hamaka nad jeziorem. Lekka, odświeżająca, godziwa rozrywka. Nie zdziwiła mnie więc wiadomość o wydaniu kontynuacji. Niestety „Upał” jak dotąd nie dotarł do mojego odtwarzacza, natomiast znalazł się w nim „Wiatr”. Ucieszyłem się, zapowiadała się przecież kolejna, fascynująca przygoda. Niestety na zapowiedziach się skończyło. Wyszło z tego niemal jedenaście godzin letniej, zachowawczej i przewidywalnej historii. Z jednym wyraźnie błyszczącym, na dość przeciętnym tle, akcentem. Ale o tym na końcu.

To, że po niezwykle udanym „Mrozie” ukażą się następne części – było oczywiste. To, że te następne budowane będą wokół żywiołów – również. To się wręcz samo przez się nasuwało i chwała autorowi, że poszedł tą drogą. Przyszła więc pora na wiatr: Akcja książki umiejscowiona w polskich Tatrach – tylko przyklasnąć. Kolejka linowa na Kasprowy Wierch – jeszcze lepiej. Ale żeby być w górach na Kasprowym, dać tytuł „Wiatr” i nie wspomnieć słówkiem o halnym? No to ja tu czegoś nie rozumiem. Słuchałem uważnie i dotąd nie wiem, jak ten wiatr miał popchnąć akcję do przodu? Można by go skreślić i po lekkim retuszu śladu by po tej operacji nie zostało. Nie to, żeby to był mój podstawowy zarzut, sama fabuła jest najzwyczajniej słaba. Ale fajnie by było, gdyby ten tytułowy wiatr odegrał jakąś istotną rolę, pomieszał bohaterom szyki. A tak dostałem opowieść o nieudanym Sylwestrze i tajemniczym wypadku. Co razem prowadzi do idiotycznego pomysłu zjazdu Goryczkową w środku nocnej zadymki, z nieprzytomną dziewczyną i w dodatku na mocnej bani. Zadania podejmuje się dwóch stróżów prawa, wydawałoby się inteligentnych facetów. Kto tak postępuje? Chyba tylko niepogodzeni z rozumem…
Ja wiem, że papierów instruktora narciarstwa PZNu nie zdobyłem. Ale trochę się w swoim życiu na dwóch deskach, z różnych gór, pozwoziłem. Z ręką na sercu, ma autor miejscami bujną wyobraźnię na temat nart, śniegu, temperatury i nocnych ciemności…

Ale jest w tym audiobooku jeden promyk, który rozjaśnia mroki absurdu. To oczywiście nieoceniony Krzysztof Banaszyk, którego nazwisko zdaje się już utożsamiać z twórczością Marcina Ciszewskiego. Obaj panowie tworzą świetny tandem. Głos lektora wspaniale współgra ze stylem autora i naturą jego sensacyjnych powieści. Przyznam, że to głownie dzięki roli pana Banaszyka, bez znużenia (a często z rogalem na twarzy – jego góralskie gadanie, dla takiego cepra jak ja, było wyborną zabawą), dotarłem do końca audiobooka. To wspaniały towarzysz do codziennych zmagań. Mam nadzieję, że wcześniej napisany „Upał” wytrzyma porównanie z pierwowzorem, a „Wiatr” był tylko wypadkiem przy pracy.


audiobooki Marcina Ciszewskiego:

„Mróz”
„Upał”
„Wiatr”

Www.cyklwojna.pl:
1. „Www.1939.com.pl”
2. „Www.1944.waw.pl”
3. „Major”
4. „Www.ru2012.pl”

Wiatr” skomentowano 2 razy:

  1. „Mrozu” słuchałem (po przeczytaniu twojego opisu) jeżdżąc autem zimą, Robiło wrażenie. Pierwsza liga spisku, sensacji itp.
    Teraz przeczytawszy „Wiatr” nie wiem co powiedzieć. Odpuszczam, a raczej przepuszczam ciebie przodem do „Upału”, może faktycznie „Wiatr” to wypadek przy pracy.

    :)

  2. Ja ten „Upał” mam w planach już od dawna, ale ciągle mi umyka. Teraz znowu udało mi się upolować kilka fajnych tytułów. Znów kolejka się wydłużyła.
    Ale znając mnie, to działam jak studnia grawitacyjna. Jak sobie coś upatrzę, to to będzie krążyć wokół mnie. Prędzej czy później wpadnie w moje ręce.

    Wystarczy poczekać…

Dodaj komentarz